Pamiętajmy, że mówimy o sprawcach, którzy zostali skazani na karę wyłącznie do roku pozbawienia wolności lub tyle im zostało z dłuższego wyroku do odsiedzenia.
W praktyce są to głównie osoby, które jechały na rowerze pod wpływem alkoholu, nie płaciły alimentów, dokonały drobnej kradzieży lub prowadziły samochód pomimo braku prawa jazdy – razem to prawie 90 % osób w SDE.
Zmiana przepisów, które będę przedstawiał, nie tylko na trwałe wpisuje SDE do katalogu kar, docelowo będzie on wprowadzony także do kodeksów karnych. Rozszerza także ich wykorzystanie. Dozór elektroniczny będzie można zastosować w dwóch całkowicie nowych sytuacjach – zamiast dozoru policyjnego oraz do chronienia ofiary w zakresie zakazu zbliżania się do niej przez sprawcę np. przemocy domowej.
Wszyscy pamiętamy, jaka jest praktyka dozoru policyjnego – osoba nim objęta ma obowiązek np. raz czy dwa razy w tygodniu meldować się na komisariacie policji. Ostatnio głośnym był przypadek Katarzyny W. (sprawczyni śmierci małej Madzi z Sosnowca), która nie zgłosiła się sama na policję, wysyłając na komisariat matkę z informacją o swojej chorobie, by potem ulotnić się bez śladu. Dopiero po pewnym czasie policja „namierzyła” ją w miejscowości pod Białymstokiem. SDE zadziałałoby natychmiast po opuszczeniu domu przez Katarzynę W., w którym miała przebywać, system monitoringu od razu uruchamia alarm, a policja mogłaby rozpocząć poszukiwania. Ten system działa w praktyce jak monitorowany areszt domowy. Wykorzystali do swego czasu Szwajcarzy, umieszczając w nim reżysera Romana Polańskiego.
Inny, nowy sposób wykorzystania SDE to monitorowanie zakazu zbliżania się sprawcy do ofiary przemocy. Nie tylko, że sprawca ma obrączkę elektroniczną na ręce lub nodze, to również ofiara ma niewielki aparat przypominający telefon komórkowy przy sobie. Działa to w ten sposób, że jeżeli sprawca zbliży się np. na odległość kilkudziesięciu metrów do ofiary, to uruchamia tym samym alarm, zarówno w Centrali Monitorowania, jak i w urządzeniu ofiary, co umożliwia interwencję patrolu policyjnego i ucieczkę ofierze. Jak widać dodajemy kolejne możliwości wykorzystania SDE, nie zapominając o już istniejących zaletach.
W polskich więzieniach, gdzie jest prawie stuprocentowe zapełnienie, koszt miesięczny utrzymania więźnia to ok. 2,5 tysiąca zł, w SDE tylko ok. 500 zł. Zresztą dziś nie znaleźlibyśmy tych 5 tysięcy miejsc w więzieniach dla osób, które odbywają karę w SDE. Biorąc to wszystko pod uwagę, mam nadzieję, że Parlament szybko przyjmie prezentowaną przeze mnie nowelizację ustawy o dozorze elektronicznym. Chciałbym podkreślić, że prace nad SDE w ostatnich latach nie były wysiłkiem jednej ekipy politycznej, co pokazało, że mogą być sprawy wyłączone ze sporu politycznego i niech tak się stanie i teraz. Niech nowe przepisy o SDE jak najszybciej zostaną przyjęte, bo sprawdziły się w praktyce.
